W związku z trwający od listopada 2013 do listopada 2014 rokiem bł. Edmunda Bojanowskiego siostry służebniczki proponują, aby każdego miesiąca zapoznawać się z propozycjami wychowawczymi dla rodzciów, jakie pozostawił bł. Edmund. Poniżej publikujemy odpowiedzi na pytania, jakie rodzą się w sercach rodziców. Co miesiąc nowe pytania - nowe refleksje - nowe myśli Błogosławionego Patrona Dzieci i Wychowawców.

wrzesień 2014

Jaka jest rola rodziców, wychowawców i nauczycieli w motywowaniu i mobilizowaniu dzieci do nauki?

Wrzesień otwiera dla dzieci nowy, szczególny czas: po wakacyjnej przerwie powracają do szkoły, by rozpocząć kolejny etap w swoim życiu. Na rozpromienionych twarzach pierwszoklasistów wielki entuzjazm, bo otwiera się przed nimi nowa rzeczywistość, nowi koledzy i koleżanki, nowa pani, która będzie dla nich kimś wyjątkowym, będzie osobą, która pomoże w wielkiej podróży, jaką jest zdobywanie wiedzy. Jednak ważniejsze jest to, że ta podróż, to kształtowanie całego człowieka, jego charakteru, zdolności, postaw a także usuwanie złych przyzwyczajeń i obyczajów.

 
Perełka bł. Edmunda Bojanowskiego 
      Bł. Edmund Bojanowski, patron obecnego Roku Kościelnego wiedział, że oprócz zdobywania wiedzy dzieci nie tylko słowem, ale życiem uczyć trzeba jak mają żyć. Stąd w jego sercu zrodziło się pragnienie, aby już w pierwszych latach życia ochraniać dzieci przed różnymi obliczami zła, a rozwijać w nich to, co piękne i święte, jednym słowem Boskie! Dlatego we wrześniowej „Kartce o wychowaniu” chcemy zwrócić uwagę na ogromną rolę wychowawcy i nauczyciela, a u progu rozpoczynającego się roku szkolnego i katechetycznego pragniemy podkreślić wielką rolę rodziców, którzy powinni zachęcić dzieci do szacunku i zaufania wobec nauczycieli i wychowawców. Sami zaś powinni poczuwać się do obowiązku współpracy ze szkołą w wychowaniu swoich dzieci. Założyciel Zgromadzenia Sióstr Służebniczek był głęboko przekonany, że wychowanie dziecka jest sprawą pierwszą i najważniejszą i oddawał się jej całym sercem, mimo iż nie miał własnych dzieci. Próbował ocalić przed zniszczeniem to, co najdelikatniejsze i najbardziej bezbronne.  Podkreślał, że w wychowaniu najważniejsza jest miłość, ponieważ dziecko, które doznaje miłości, rozwija się szybko i prawidłowo. Wielką wagę przywiązywał do roli wychowawczyni, która miała oddziaływać na dziecko przede wszystkim własnym przykładem. Nauczał siostry, w jaki sposób mają zajmować się dziećmi, dawał im wskazówki, dobierał opowiadania i piosenki. 
      Bł. Edmund Bojanowski swoim siostrom ochroniarkom przekazał cenne wskazówki pedagogiczne: 
* „Aby nauka nigdy do znużenia i niechęci przedłużana nie była” - podobnie i w domu, gdy dziecko odrabia zadanie domowe, czy przygotowuje się do odpowiedzi, nie należy zmuszać by siedziało aż się nauczy, lecz raczej pozwalać na czas odpoczynku od nauki - wypełniając go aktywnością ruchową, wypełnianiem domowych obowiązków - unikać należy „odpoczywania” dziecka przy komputerze czy telewizji.
* „Aby wykład odbywał się za pomocą najprostszego i najzrozumialszego dzieciom wysłowienia” - to rada dla nauczycieli i wychowawców, ale i rodzice pomagając dzieciom uczyć powinni zachęcać, aby nie uczyć wszystkiego na pamięć, lecz raczej własnymi słowami wykazać się zrozumieniem treści.  
      Edmund Bojanowski nie zgadzał się ze stanowiskiem, aby w przedszkolu stosować metody szkolne, z zwłaszcza naukę czytania i pisania, ponieważ dzieci nie są jeszcze gotowe na przyjęcie takiego wysiłku „Nauka nie powinna być podawana, jako konieczne do spełnienia od razu zadanie, lecz jako ćwiczenie stopniowo rozwijające umysł. Naukę wszelką podawać należy w sposób ile można zajmujący i urozmaicony. 
      W Domu Miłosierdzia w Gostyniu - który założył, dzieci jako „najdroższe skarby Pana Jezusa” miały zapewnioną naukę z zakresu szkoły elementarnej. Bojanowski troszczył się o to, aby młodzi Polacy mówili poprawnie i sam troskliwie sprawdzał ich postępy w nauce. Układał wierszyki i piosenki dostosowane do potrzeb małego odbiorcy, wiedząc jak wielką rolę odgrywają one w wychowaniu dziecka rozwijając jego wrażliwość, wyobraźnię ugruntowując w tym w tym, co rodzime i polskie. Dzieciom poświęcał dużo czasu; chodził z nimi na wspólne wyprawy do lasu i nad rzekę, gdzie podczas wspólnych zabaw i śpiewów, uczył ich troski o otaczający świat.  Dzieci czuły się przy nim bezpieczne i kochane. Chętnie uczestniczyły we wspólnych zabawach i przykładały się do nauki. Swoją miłość wyrażały szczególnie w momentach trudnych i bolesnych, kiedy np. chorując przyjmowały najbardziej gorzkie lekarstwa i stosowały się do zaleceń Edmunda, ponieważ wiedziały, że jemu zależy na ich dobru.  On rozdawał swoje serce i nic z niego Mu nie ubywało, bo było jak płomień, od którego zapala się następne świece i pochodnie. Osobistą dobrocią i hojnością serca motywował innych do bycia dobrym, miłosiernym, pracowitym i sprawiedliwym.  
 
Z życia wzięte…
       Rolą rodziców i nauczycieli jest życzliwe i wymagające towarzyszenie dzieciom w podejmowanej przez nich trudnej pracy uczenia się. Na tym też polega motywowanie do nauki, aby ukazywać ją, jako pewien rodzaj pracy, jaką w życiu podejmuje człowiek, a praca dana jest nam, aby się rozwijać, jak pisał w Encyklice „O pracy ludzkiej” święty Jan Paweł II: „Praca jest dobrem człowieka, dobrem jego człowieczeństwa (…) dzięki niej stajemy się bardziej człowiekiem”. To prawda, że dziś przeżywamy kryzys etosu pracy, którego istotą jest traktowanie pracy, jako podstawowej wartości ludzkiej egzystencji. Warunki społeczne i gospodarcze zmuszają nas, by pracować gdzie się da i za ile się da. Te uwarunkowania przykrywają argument przygotowania zawodowego, rozwijania pasji. Jednak, mimo to, nadal szuka się fachowców w każdej dziedzinie, wspomnijmy tu choćby księdza, siostrę zakonną, nauczyciela, lekarza, „z powołania”. Dlatego warto się uczyć, studiować i rozwijać dane nam przez Boga talenty, aby kiedyś być dla innych specjalistą w konkretnej dziedzinie, człowiekiem rzetelnej i uczciwej pracy. 
      Dziś, gdy wielu rodziców pyta jak zmotywować swoje dziecko do nauki, systematyczności, pracowitości i gorliwości, trzeba się zapytać: W jakim stopniu mamo i tato, babciu i dziadziu jesteście przykładem tych cnót dla swoich podopiecznych? Trudno od dzieci wymagać pilności w nauce, kiedy na co dzień widzą rodziców traktujących swoją pracę lekceważąco, zdawkowo: „byle za coś żyć”.  
Aby zmotywować dzieci do nauki, trzeba z nimi rozmawiać na tematy atmosfery, relacji i zdobywania wiedzy w szkole (i to nie tylko przy okazji „wywiadówki”). 
      Należy dostrzegać i doceniać nawet ich małe sukcesy, aby nie koncentrować się jedynie na „przydarzających się” także upadkach w szkolnej codzienności. 
      Dużą pomocą w uczeniu się jest umożliwienie dzieciom uczestniczenia w zajęciach pozalekcyjnych, takich, które pozytywnie i motywująco wpływają na ich wszechstronny rozwój. Współcześnie mało mówi się o wychowaniu, skupiając się raczej na przekazywaniu wiedzy i umiejętności technicznych, jest to jednak niebezpieczna pułapka.
      Kierując się zapisem Deklaracji Praw Dziecka z 1924 roku: „Ludzkość powinna dać dziecku to, co ma najlepszego”, zatem rządzący naszym krajem, a także rodzice i pedagodzy powinni zadać sobie pytanie, czy tak jest dziś naprawdę? Czy sprawa wychowania i edukacji dzisiaj jest przekazywaniem młodemu pokoleniu czystości obyczajów, wiary i autorytetów, które kształtowały ducha i charaktery wielkich Polaków? Bł. Edmund pisał do sióstr ochroniarek, że wpływ moralny na dzieci od najmłodszych lat jest celem wczesnego wychowania i wymaga wielkiej troski, bo wpływa na całe życie według przysłowia: „Czego się skorupka za młodu napije, tego z niej potem nikt nie wymyje”. Podsumowując można stwierdzić, że motywowanie dzieci do nauki ma na celu nie tylko osiągnięcie wysokich stopni w szkole i tytułów naukowych - ale przede wszystkim ma to być nauka życia, wykształcenie człowieka zintegrowanego wewnętrznie, człowieka z ukształtowanym światopoglądem, przygotowanego do odpowiedzialności i samodzielności, jednym słowem: człowieka z charakterem.
Jeśli ta odpowiedź, pobudzi Cię do refleksji lub wzbudzi nowe pytania, to możesz podzielić się nimi z siostrami służebniczkami:

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

czerwiec 2014

Jak być autorytetem dla swoich dzieci?

Wśród wielu czynników wpływających na wychowanie młodego człowieka wyłania się potrzeba autorytetu. Pomimo wielu zmian społecznych autorytet pozostaje ciągle jednym z istotnych elementów wychowania. Dzieci i młodzież często demonstrują swoim stylem bycia, zachowania, że nie liczą się z niczym i z nikim… Jest to jednak tylko zewnętrzna powłoka maskująca ich ludzkie potrzeby i szukanie autentycznych wzorców.

 
Z życia wzięte…
      Trzy koleżanki: Iwona, Marika i Julia spotkały się po lekcjach. Świetnie bawiły się razem, wymyślając coraz to nowsze zabawy. W pewnym momencie Iwona powiedziała: 
- Muszę już wracać do domu.
- Zostań jeszcze - zaproponowała Julia. 
- Nie mogę. Obiecałam wrócić na 16.00.
- Coś Ty taka punktualna? - dziwiła się Marika.
- Ja też miałam być przed rodzicami w domu. Ale co tam…! Niech się trochę podenerwują, gdy wrócę później - powiedziała z przekąsem Julia.
- Ja już idę. Iwona wstała i zaczęła się ubierać do wejścia.
- Zaczekaj, nie możesz coś im wymyśleć? Taka fajna zabawa… nie psuj wszystkiego! - upierała się Julia.
- Opowiedz o staruszce, której musiałaś pomóc albo coś takiego… podsunęła pomysł Marika.
- Przecież to kłamstwo! - oburzyła się Iwona
- Oni też obiecują, a nie dotrzymują słowa. Mama mówiła o wspólnych wakacjach, a Tata obiecywał mieć dla nas więcej czasu i zabrać nas do ZOO. I nic! Kolejny raz nic! Gdy mama wraca z pracy to jest zmęczona i tylko obiecuje. Więc i ja nie muszę dotrzymywać słowa - stwierdziła Marika.
- Mój tata daje pieniądze i zwalnia się ze wszystkiego. Mama mówi co innego, a tata jeszcze co innego - żaliła się Julia.
Iwona zaczęła bronić rodziców:- Moi rodzice razem ustalają, planują i bardzo starają się dotrzymać danego słowa. Dla mnie ważne jest to, co mówią, ale jeszcze ważniejsze to, co robią. Ja też chciałabym być taka jak oni… zamyśliła się Iwona.
-A mi rodzice pozwalają na wszystko i uważam, że jestem już na tyle  duża, że nie muszę ich słuchać, odpowiadam za swoje decyzje - z przekąsem stwierdziła Marika. 
-Oni mi także ufają i nie chcę ich zawieść - powiedziała Iwona, wychodząc z pokoju. 
 
Gdy wróciła do domu, podczas wspólnego obiadu, rodzice zauważyli niepokój i zdenerwowanie córki.
- Czy po lekcjach spotkałaś się z koleżankami? - zapytała mama, patrząc uważnie na Iwonę.
- Tak bawiłyśmy się razem- przytaknęła. 
- Lubisz się z nimi spotykać?- niepokojąco zapytała jeszcze mama.
- One mówiły, że rodzice, co innego mówią, a co innego robią. Stwierdziły, że są już na tyle duże, że nie muszą słuchać rodziców, że robią to, na co mają ochotę…
Do rozmowy włączył się tata:
- Co zrobiłabyś, gdyby twoje drzewko, które jest małe, zaczynało rosnąć krzywo?
- Wbiłabym patyk i przywiązałabym go tak, aby wyprostowało się i rosło prosto.
- Podobnie jest z wychowaniem dziecka. Gdy rodzice pobłażają, to dziecko opuszcza się i wcale nie rośnie prosto…, dlatego w wychowaniu potrzeba miłości, ciepła, słońca, ale i strug deszczu, które oczyszczają, orzeźwiają. Potrzeba konsekwencji i umiejętności wybierania. Nie jest dobrze zawsze  na wszystko mówić: tak.
- No tak, ale Wy jesteście dla mnie wyrozumiali, nawet, kiedy mi coś nie wychodzi. Na te słowa mama mrugnęła okiem do Iwony.
- Widzisz, dużo można mówić pięknych słów, ale muszą być one potwierdzone w życiu. Tata przytakiwał słowom mamy i przytulił córkę.
 
„Perełka" błogosławionego Edmunda Bojanowskiego
      Dzieci wzorują się na rodzicach. W pierwszych latach dziecko przyjmuje postawy rodziców bezkrytycznie i naturalnie, jak to określił bł. Edmund: Czym ranne wstanie i rychłe zasianie, tym też wczesne wychowanie. Rodzice nie muszą zabiegać o szacunek, poważanie, zaufanie – autorytet buduje się naturalnie przez autentyczność i prawość postępowania: bł. Edmund zauważył, że łatwo przychylność małych dzieci sobie zjednać, byleby im jakąkolwiek troskliwość okazać. To prawda, że w okresie dorastania, autorytet rodziców, dziadków zostaje poddany próbie. Dlatego w tym czasie bardzo ważne jest, w jaki sposób rodzice będą towarzyszyć swoim dzieciom, czy i na ile obdarzać będą ich zaufaniem, czy będą konsekwentni, gdy ich zaufanie zawiodą. Bł Edmund rozróżniał czyny, które czasem mogą być złe, od osoby, która jest zawsze dobra: Powiedziałem, że się nie gniewam na nią, tylko na to zło, które ją ze świętej drogi sprowadza. Gdy rodzice mają zdrowe poczucie własnej wartości i są zadowoleni z siebie, bez względu na swoje osiągnięcia – wówczas dziecko wierzy i szanuje rodziców. Gdy zaś osoba dorosła użala się nad sobą, źle wyraża się o sobie, ucieka od problemów, jest skłócona ze sobą i innymi – niestety, przestaje być autorytetem. 
      Bardzo ważna jest spójność słów z czynami. To, czego dorośli oczekują od dzieci, sami muszą najpierw wprowadzać w czyn. Same słowa nie wystarczą, a polecenia, zachęty nie pobudzą, np. do modlitwy, do wierności. Bł. Edmund Bojanowski radzi: słowa nauki tu nie wystarczą: dzieci nie słowem, lecz życiem uczyć trzeba, jak żyć mają. W procesie wychowania do autorytetów istotna jest współpraca obojga rodziców. Nic nie zastąpi ich spójnej postawy. Stąd  czymś bardzo ważnym jest przygotowanie młodego pokolenia do bycia matką, do bycia ojcem – nie tylko przez fakt przekazania życia. 
      Całe wychowanie stawia sobie za cel ukształtowanie osoby ludzkiej w odniesieniu do jej celu ostatecznego – do bycia zbawionym, świętym. Bł. Edmund wskazywał siostrom, że im bardziej ludzkość z postępem cywilizacji oddala się od natury, tym bardziej zaniedbuje, czy wypacza początkowe kształcenie wieku dziecięcego. Wychowanie musi pomagać dzieciom i młodzieży w zdobywaniu umiejętności coraz szerszego otwierania się na rzeczywistość i wypracowania sobie zdrowego i solidnego światopoglądu, opartego na wartościach duchowych, religijnych i humanistycznych. 
      Często spotyka się sytuacje, kiedy rodzice wyręczają dzieci w ich podstawowych obowiązkach, co usprawiedliwiają brakiem czasu, cierpliwości. A są i tacy, którzy uważają, że to zadanie sami wykonają lepiej, szybciej i sprawniej. Niestety, jednak wymagania stawiane przez rodziców i wychowawców w zakresie utrzymywania porządku uczą dzieci doskonale obowiązkowości i odpowiedzialności, a także wiary w to, że sobie poradzą z wykonaniem zadań w ramach powierzanych im w życiu funkcji.
      I jeszcze jeden aspekt kształtujący samodzielność i odpowiedzialność młodego człowieka, na który często zwracał uwagę Edmund Bojanowski: Zabawy dziecięce powinny mieć pewien porządek i prawidłowość, aby dzieci w porządek i ład wprawiać, inaczej niepodobna, aby z nich kiedyś porządni a i nieswawolni obywatele wyrośli. (…) stąd nie należy zostawiać dzieciom dowolnego wyboru zabaw i gier, trzeba tu mieć na względzie takie, które uczą dobrego obejścia.
      Dziś w dobie tabletów, komórek i przeróżnych gier komputerowych zwróćcie, drodzy rodzice, uwagę na to, czego dobrego uczą wasze dziecko gry i zabawki, którymi ich tak hojnie  obdarowujecie. Czy uczą wrażliwości na drugiego człowieka? W świat jakich wartości je wprowadzają? Czy dzięki nim, kiedyś samodzielnie i odpowiedzialnie wezmą w ręce ten najpiękniejszy dar, jakim je obdarowaliście – życie? 
 
Jeśli ta odpowiedź, pobudzi Cię do refleksji lub wzbudzi nowe pytania,
to możesz podzielić się nimi z siostrami służebniczkami:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

maj 2014

Jak mądrze towarzyszyć dzieciom w dorastani i kształtowaniu uczuć?

Uczucia przychodzą nieproszone. Pojawiają się, czy tego chcemy czy nie, czasem przyjemne, czasem trudne. Sprawiają, że nasze relacje, kontakty z ludźmi są żywe. Kiedy przyglądamy się małym dzieciom możemy dostrzec, że one już od najmłodszych lat doświadczają uczuć i zaczynają się ich uczyć. Potrzebują więc mądrych przewodników (rodziców, wychowawców), którzy poprowadzą je w ten niezwykły świat i pomogą rozpoznać, nazwać i właściwie wyrażać ich uczucia; przewodników, którzy w pierwszym rzędzie sami będą w bliskim kontakcie ze sobą i swoimi uczuciami. Słuchając rozmów rodziców z ich dziećmi, często można usłyszeć twierdzenia typu: „Nie ma powodu, by się niepokoić”; „Dlaczego tak się złościsz?"; „No przestań, to nie mogło tak boleć"; „Nie ma czym się martwić i przejmować”; „Nie może być ci zimno, przecież tutaj jest gorąco”; „To wstyd komuś zazdrościć, ty na pewno taka nie jesteś”; „Nie możesz się bać, w naszej rodzinie nie ma tchórzy”…. itp.  A przecież to dziecko wie najlepiej, co czuje, a nie my! Mądry wychowawca potraktuje uczucia i potrzeby dziecka poważnie, przyjmie je z szacunkiem i wyrozumiałością, pozwoli dziecku na odczuwanie i szczere wyrażanie wszystkich emocji. Warto więc podjąć trud słuchania dzieci, ale także mówienia wobec nich o swoich uczuciach.  Zaowocuje to pięknymi i głębokimi relacjami, wniesie w nie wiele pokoju i świeżości.

 
Z życia wzięte…
 
      „Gdybym jeszcze raz wychowywał swoje dzieci, starałbym się uważniej słuchać (…). Pamiętam, tak jakby to było wczoraj, dzień, kiedy mój wiecznie zajęty ojciec wysłuchał mnie, pierwszoklasisty, gdy wróciłem do domu przygnębiony swoją sytuacją w szkole. Jego opanowanie i troska, jakie okazał uważnie słuchając moich słów, rozwiały moje obawy. Nie pamiętam już, czego się obawiałem. Wiem tylko, że zwierzyłem się ze swoich obaw i stwierdziłem, że strach wypowiedziany traci swoją moc. Wstąpiła we mnie taka odwaga i ufność, że mogłem śmiało wrócić do szkoły następnego dnia. Gdyby mój ojciec nazwał mój strach zwykłą dziecinadą albo nie zechciał mnie wysłuchać, mój lęk powiększyłby się. (…) Gdybym mógł zacząć od nowa, starałbym się słuchać trzecim uchem. Próbowałbym usłyszeć, jakie uczucia kryją się za pytaniami dziecka. Gdyby zapytało: Tatusiu, czy znów musisz wyjść dziś wieczorem? - usłyszałbym prośbę: Chcę być z tobą, tato. Zwracałbym szczególną uwagę na te momenty, kiedy dziecko wdrapywałoby się na moje kolana, aby opowiedzieć mi o wydarzeniach dnia. Te chwile bliskości i uważnego słuchania tak szybko przemijają.(…) Wierzę teraz, że ojciec, który stara się wysłuchiwać swoje dziecko od najwcześniejszych lat, w przyszłości sam będzie przez nie wysłuchany. Wierzę, że istnieje żywy związek między słuchaniem dziecka, gdy jest jeszcze małe, a bliskością kontaktu z nim wtedy, gdy jest nastolatkiem. Żywię przekonanie, że rodzice, którym zależy na zrozumieniu tego, co dziecko ma do powiedzenia i co czuje w dzieciństwie, będą je rozumieć i potem”.
         John Drescher: „Gdybym jeszcze raz wychowywał swoje dzieci”, Warszawa 1994 
 
"Perełka" bł. Edmunda Bojanowskiego
 
      Bł. Edmund był mądrym wychowawcą towarzyszącym wielu osobom w drodze do świętości, w stawaniu się pięknymi, dojrzałymi ludźmi. Co sprawiało, że był tak bliski dzieciom, które wdrapywały się na jego kolana i grały z nim w zielone; co sprawiało,  że siostry przychodziły do niego z dziecięcym zaufaniem, powierzając najgłębsze sekrety serc? Odpowiedzi na to pytanie możemy poszukać w wypowiedzi jednego z przyjaciół Bojanowskiego – Antoniego Bronikowskiego: Ty cichy i spokojny, w zgodzie ze sobą, mocny i silny Tym, któremu niezłomnie i po męsku poświęciłeś życie i służby, idziesz do swojego celu, u którego najśliczniejszy wieniec, a niewiędnący nigdy Cię czeka!  
       Bł. Edmund często na modlitwie wylewał swoje serce przed Bogiem, z prostotą dziecka pokazywał Bogu swoje wnętrze. Kiedyś w Dzienniku zapisał: Modliłem się gorąco, ale nie słowami, nie myślą tylko wyprężonym uczuciem całego serca. 
To umiejętność bycia otwartą niziną przed Bogiem, wobec innych ludzi 
i samego siebie uczyniła go mądrym towarzyszem, przy którym inni mogli wzrastać ku pełni człowieczeństwa.
 
 
      Niewątpliwie był to więc bliski kontakt z Bogiem w głębi własnej duszy, skierowanie się ku własnemu wnętrzu, ale także zgoda ze sobą, bliski kontakt ze sobą samym, świadomość tego, co dzieje się w jego sercu. On nie bał się własnych uczuć, nie bał się silnych więzi z drugim człowiekiem. Przykładem tego może być jego głęboka więź z małą sierotką Józinką. Pięć miesięcy po jej śmierci Edmund napisał: Ks. Bielawski przyniósł mi od ks. Preibisza szkic pośmiertny mojej nieodżałowanej Józinki, niewykończony, nawet nietrafiony – a przecież mniej osamotnionym się czuję, gdy widzę ten martwy papierek na stoliku. Jakież to silne moje przywiązanie do tej ukochanej dzieciny!  Oto zaledwie te słów kilka o niej napisałem, a już łza mi spadła na kartę Dziennika! Pięć długich miesięcy jak umarła, a oczy z łez jeszcze nie osychają! 
 
Jeśli ta odpowiedź, pobudzi Cię do refleksji lub wzbudzi nowe pytania,
to możesz podzielić się nimi z siostrami służebniczkami:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

kwiecień 2014

Jak uaktualnić w domu przysłowie "Bez Boga ani do proga..."?

Co liczy się w dzisiejszym świecie? Czego najbardziej szuka człowiek? Jakie podejmować działania, aby osiągnąć szczęście? To tylko niektóre pytania, pojawiające się w naszym codziennym życiu. Rodzice często pytają: jak dzisiaj przekazywać w rodzinie fundamentalne prawdy o życiu, szczęściu, jak mówić dzieciom i młodzieży o Bogu, który jest Miłością? Niewątpliwie wychowanie ku wartościom dokonuje się nie tylko przez słowa, pouczenia, morały. Najskuteczniejszą metodą wychowania jest rodzinny klimat, wspólne działanie, sposób wzajemnego odnoszenia się do siebie, a także powracanie do rodzinnych tradycji, która niesie ze sobą prawdziwe wartości. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo z tym wychowaniem ku wartościom konkuruje antywychowanie, które odrzuca wszelkie wartości, proponując to, co lekkie i nie wymagające trudu. Nasuwa się pytanie: jak pomóc dzieciom w odkrywaniu znaków obecności Boga w codziennym życiu, jak umocnić w nich przekonanie, że Bóg jest najważniejszy i zawsze powinien być na pierwszym miejscu?

 

 Z życia wzięte …
       W ciepłe marcowe sobotnie popołudnie Marysia razem z mamą odwiedziła babcię, która mieszkała na wsi. Podczas robienia wiosennych porządków w jej szafie, Marysia natrafiła na trochę już zżółkniętą, mocno wykrochmaloną serwetę, na której były równiutko wyhaftowane słowa: „Bez Boga ani do proga” – Mamusiu - zawołała Marysia - popatrz, jaka dziwna serwetka... 
Co znaczą te słowa? Mama wzięła serwetę i przez chwilę zamyśliła się, a później usiadła razem z Marysią na kanapie i zaczęła opowiadać: Ta serwetka jest bardzo stara, należy ona do Twojej prabababci, jej chrzestna matka własnoręcznie ją wyszyła i ofiarowała jej w ślubnym prezencie. Do pokoju weszła babcia i spoglądając jakby gdzieś w dal powiedziała: Tak, ta serweta przez wiele lat wisiała nad drzwiami w naszym domu i każdy, kto wchodził mógł te słowa przeczytać.  
-  Ale co tak naprawdę znaczą te słowa?  - zniecierpliwiła się Marysia - Są takie trochę dziwne i dla mnie niezrozumiałe: „bez Boga ani do proga?”
- Widzisz - powiedziała mama - te słowa mówią, że w tej rodzinie Bóg jest najważniejszy i wszystko, co się w niej dzieje jest odnoszone do Boga. On zajmuje w niej pierwsze miejsce.
-Mamusiu, będziemy mogły te serwetę zawiesić w naszym domu? Przecież u nas też Pan Bóg jest najważniejszy.
-Marysiu, serweta w tym wszystkim jest tylko znakiem, a o wiele ważniejsze jest to, że razem się modlimy, chodzimy do kościoła, razem z Panem Bogiem przeżywamy nasze rodzinne radości i smutki, a kiedy wychodzisz do szkoły lub wracasz, zawsze mówisz: „niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. 
Bywa czasami tak, że ludzie boją się zaprosić Pana Boga do swojej rodziny, bo pozornie mogą coś stracić, narazić się na ośmieszenie, na opinię, że jest się zacofanym, że to nie na te czasy. Ale ten, kto naprawdę kocha Pana Boga nie będzie się przejmował takimi opiniami.
-Mamo, a czy te znaki na naszych drzwiach K+M+B to także znaki, zapraszające Pana Boga do naszej rodziny? - Oczywiście i jeszcze w tych znakach prosimy o Boże błogosławieństwo na cały rok dla naszego domu - odpowiedziała mama.
-To wspaniałe, co mi opowiedziałaś. Kiedy wrócimy do domu, poszukam jeszcze innych znaków, które potwierdzają, że w naszej rodzinie jest zawsze miejsce dla Pana Boga... - odpowiedziała Marysia z radością zabierając się do zakończenia porządków w szafie babci.
 
 „Perełka" bł. Edmunda Bojanowskiego
       Nie jest dziś łatwo mówić dzieciom o Bogu, wprowadzać ich w przeświadczenie, że tak naprawdę to od nas nic nie zależy… Współczesny człowiek jest bowiem przekonany, że wszystko potrafi, że to on decyduje, a Pan Bóg jeśli istnieje… to tylko jako jakiś nadzwyczajny dodatek, jakby polisa ubezpieczeniowa ...  
Wszyscy jednak mamy świadomość, że w rzeczywistości nic od nas nie zależy, jak czytamy w Psalmie 127: „Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą. Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże, strażnik czuwa daremnie”.
      Bł. Edmund Bojanowski wszystko odnosił do Pana Boga. Wszystkie doświadczenia życiowe były dla niego doświadczeniem Bożej Opatrzności, Bożej Miłości, objawieniem Jego woli, spotkaniem się z Nim. Często powtarzał: „tak Bóg chciał”.
      W jednym z listów pisał do sióstr: „Niech to święte życie serca waszego świeci w całym domowym życiu waszym, niech wypełnianie obowiązków, jaki Bóg wam zleca, nauka, miłosierne uczynki, cierpliwość, miłość ku dziatkom i miłość ku cierpiącym bliźnim staną się jakby ciągła modlitwą”. Bł. Edmund był przeniknięty głębokim przekonaniem o egzystencjalnej zależności człowieka od Boga. Teksty zapisane przez niego w Dzienniku potwierdzają, że wola Boża uszczęśliwia i  udoskonala człowieka, dlatego należy rozpoznawać wolę Stwórcy w zwyczajnych okolicznościach życia. W swoim dzienniku pisze: „O jakże cudowne są sprawy Opatrzności! Wtenczas, kiedy nie wiedzieliśmy skąd dalej na wydatki budowy opłacić, kiedyśmy tylko tyle spokojnymi byli, o ile nasza ufność w Panu Bogu pokrzepiała nas w wytrwałości, zsyła nam Bóg najmiłosierniejszy pomoc wystarczającą do uskutecznienia tak trudnego w naszym niedostatku przedsięwzięcia”. (Dz. 19.04 1853) 
      W pozostawionej przez bł. Edmunda korespondencji można odnaleźć niesamowitą wiarę w Bożą Opatrzność; zwłaszcza w trudnych i niezrozumiałych sytuacjach:  „Jadąc do Śląska troszczyłem się o fundusze na budowę. Tymczasem tutaj Pan Bóg jakby dla pokazania nam, że mamy mieć ufność w jego Świętej Opatrzności zdarzył, że przyszła matka księżnej wsi z córką kandydatką i złożyła ofiarę” ( list do ks. J. Ciszki z 26.07 1867). Bł. Edmund uczy, że człowiek tę Bożą opiekę winien dostrzegać nie tylko wydarzeniach radosnych, ale i trudnych.
       Trwając w oczekiwaniu na przeżywanie najważniejszej tajemnicy naszej wiary Zmartwychwstania Chrystusa - spotkajmy się w rodzinie i podejmijmy refleksję  nad miejscem Pana Boga w naszym życiu, a także spróbujmy rozpoznać znaki Bożej Miłości i Opatrzności, których doświadczamy w codzienności.
 
 Jeśli ta odpowiedź, pobudzi Cię do refleksji lub wzbudzi nowe pytania,
to możesz podzielić się nimi z siostrami służebniczkami:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

marzec 2014

Jak wychować do praktykowania postu?

Być może wielu z nas zapomniało o istnieniu i praktykowaniu postu. Przestał on funkcjonować w codziennym życiu, ponieważ żyjemy w świecie, w którym jak w olbrzymim domu towarowym, za pieniądze można kupić wszystko. Wszyscy jednak zauważamy, że posiadanie, gromadzenie nie zapewnią nam szczęścia, radości i zgody w rodzinie. Może to brzmi paradoksalnie, ale to właśnie dobrze rozumiany post i wyrzeczenie, może okazać się lekarstwem i terapią na rodzinne kłopoty i frustracje, ponieważ posiada on uzdrawiającą moc.

      Przed nami Wielki Post - czas i okazja do refleksji, do zastanowienia się na naszymi relacjami w rodzinie, nad naszym traktowaniem Boga i drugiego człowieka. Czas, aby zastanowić się nad posiadaniem i używaniem rzeczy. Czas, aby przyjrzeć się sobie i zapytać: Co wydaje mi się tak bardzo niezbędne? Bez czego wydaje się nam, że nie możemy żyć...?
Jak w codzienności mojego życia praktykuję post, umartwienie, wyrzeczenie i jałmużnę? 
Czy dostrzegam w tych uczynkach miłosierdzia duchową głębię i pomoc dla uświęcenia siebie i bliźnich? 
 
Rodzinne zadanie …
       Mam zadanie dla całej rodziny! - zawołała już od progu Kasia po powrocie ze szkoły. 
      Jak to dla całej rodziny, wszyscy będziemy go odrabiać? - zdziwiła się mama, witając córeczkę. Tak powiedziała nasza siostra na religii, że jest to zadanie wyjątkowe i w jego rozwiązanie powinni się zaangażować wszyscy: Mamy się zastanowić, jak będziemy przeżywać czas Wielkiego Postu w naszej rodzinie! Znowu jakiś post - westchnął Szymek, starszy brat Kasi, zdejmując słuchawkę z jednego ucha. Przecież niedawno pościliśmy w wigilię Bożego Narodzenia! - Siostra powiedziała nam, że post to nie tylko rezygnacja z jedzenia, ulubionego przysmaku, to coś więcej: na przykład poszukiwanie chwil ciszy, bo do głębokich przemyśleń potrzebny jest spokój - powiedziała Kasia znacząco patrząc na MP3 w ręku brata... 
      Tak, to prawda, że pościć znaczy o wiele więcej niż tylko rezygnować - powiedziała Babcia, która przysłuchiwała się rozmowie. Kiedy byłam w takim wieku jak wy - snuła opowieść Babcia - post był bardzo surowy, w niedzielę wczesnym rankiem szłam na Mszę św., bo post eucharystyczny obowiązywał od poprzedniego dnia i trudno było wytrzymać z głodu do południa... Dzisiaj te praktyki wielkopostne mają inny charakter: sprowadzają się do ograniczenia ilościowego 2 razy w roku; w Wielki Piątek i Środę Popielcową oraz do niejedzenia mięsa w piątki. Dlatego teraz trzeba samemu szukać różnych sposobów umartwienia, bo dzięki niemu nasza wiara może być przeżywana bardziej świadomie. Można, np. jeść mniej tego, co smakuje, wykonywać swoje obowiązki jak najlepiej się umie, a przede wszystkim świadczyć bezinteresownie dobro drugiemu człowiekowi rozpoczynając od najbliższych, od swojej rodziny.
Post to droga do miłości, to środek, który prowadzi do Boga przez drugiego człowieka - powiedziała Babcia, wracając do swojego pokoju...
 
Perełka błogosławionego Edmunda Bojanowskiego
      Czas Wielkiego Postu zajmował w życiu Edmunda bardzo ważne miejsce. Przeżywał go, jednocząc się z cierpiącym Jezusem, którego dostrzegał w otaczającym świecie nawet w najprostszych znakach… W swoim dzienniku zapisał: „oglądałem dziś u sióstr w Ochronie kwiat męki Pańskiej, który się nader pięknie rozwinął. Najpierw blado zielone listki, które otulają pękówkę, na nich stoją wilgotne kropelki niby pot ogrojcowy, potem na nich leży wieniec błękitnych promieni ostrych jakby cierniowa korona...” (Dz. 2. VII 1853) 
      Bł. Edmund swoim życiem pokazywał jak spalać się dla innych. Jego życie to jeden wątek miłości bliźniego, bo jak o nim powiedział ks. Gieburowski w żałobnej mowie w 1871r., „sam będąc chory, o żadnym z was chorym nie zapomniał, nie dość mu było lekarstwo posłać, łyżką strawy od stołu nawet się podzielił; i nie chcąc przez kogoś innego siebie dać zastąpić, sam, mimo wielkiego śniegu i mrozu, wichru lub burzy, po parę razy dla braku tchu odpoczywając, idzie chorego odwiedzić”
      Widział potrzebę, aby od najwcześniejszych lat dzieci były wdrażane do praktykowania postu, ale post ten miał prowadzić do czynnej miłości bliźniego, dlatego polecał siostrom, aby każdy piątek w ochronce był dniem pamięci o męce Jezusa. W tym dniu zmieniał się nastrój, dzieci więcej się modliły, szczególnie za chorych, pościły i ponosiły drobne ofiary, a o godzinie piętnastej nastawało kilka minut milczenia, by połączyć się z konającym Jezusem. 
      W tym dniu ustawały wszystkie zabawy. Wprowadził również zwyczaj, iż podczas śniadania dzieci z tacką kwestują od drugich po kawałku chleba, z którego potem sparzają zupę i zanoszą jakiemuś ubogiemu choremu. (por. Reg.&43). 
      Aby dzieciom Ochrony uwydatnić czas Wielkiego Postu i jego znaczenie, polecał, aby przed rozpoczęciem obiadu, po kolei, co dzień, inne starsze dziecko z garnuszkiem zbierało od wszystkich po łyżce strawy dla ubogiego. Dzieci same ze swej miseczki tę jałmużnę dawały. Później dziecię kwestujące, ów garnuszek strawy zanosiło ubogiemu lub choremu do jego domu. (por. B-h-5, k.9). Zwyczaj tej miał pomóc dzieciom w zrozumieniu znaczenia i związku postu z jałmużną, czyli ujmowania sobie po to, by dać drugiemu.
      Czas Wielkiego Postu jest więc kolejną szansą, aby porozmawiać w rodzinie na ważne tematy, o wyrzeczeniu, ofiarach, poświeceniu i prawdziwej ascezie, na którą składają się codzienne zwyczajne gesty dobroci.
 
Jeśli ta odpowiedź, pobudzi Cię do refleksji lub wzbudzi nowe pytania, 
to możesz podzielić się nimi z siostrami służebniczkami:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Uczucia przychodzą nieproszone. Pojawiają się, czy tego chcemy czy nie, czasem przyjemne, czasem trudne. Sprawiają, że nasze relacje, kontakty z ludźmi są żywe. Kiedy przyglądamy się małym dzieciom możemy dostrzec, że one już od najmłodszych lat doświadczają uczuć i zaczynają się ich uczyć. Potrzebują więc mądrych przewodników (rodziców, wychowawców), którzy poprowadzą je w ten niezwykły świat i pomogą rozpoznać, nazwać i właściwie wyrażać ich uczucia; przewodników, którzy w pierwszym rzędzie sami będą w bliskim kontakcie ze sobą i swoimi uczuciami. Słuchając rozmów rodziców z ich dziećmi, często można usłyszeć twierdzenia typu: „Nie ma powodu, by się niepokoić”; „Dlaczego tak się złościsz?"; „No przestań, to nie mogło tak boleć"; „Nie ma czym się martwić i przejmować”; „Nie może być ci zimno, przecież tutaj jest gorąco”; „To wstyd komuś zazdrościć, ty na pewno taka nie jesteś”; „Nie możesz się bać, w naszej rodzinie nie ma tchórzy”…. itp.  A przecież to dziecko wie najlepiej, co czuje, a nie my! Mądry wychowawca potraktuje uczucia i potrzeby dziecka poważnie, przyjmie je z szacunkiem i wyrozumiałością, pozwoli dziecku na odczuwanie i szczere wyrażanie wszystkich emocji. Warto więc podjąć trud słuchania dzieci, ale także mówienia wobec nich o swoich uczuciach.  Zaowocuje to pięknymi i głębokimi relacjami, wniesie w nie wiele pokoju i świeżości.

 
Z życia wzięte…
 
      „Gdybym jeszcze raz wychowywał swoje dzieci, starałbym się uważniej słuchać (…). Pamiętam, tak jakby to było wczoraj, dzień, kiedy mój wiecznie zajęty ojciec wysłuchał mnie, pierwszoklasisty, gdy wróciłem do domu przygnębiony swoją sytuacją w szkole. Jego opanowanie i troska, jakie okazał uważnie słuchając moich słów, rozwiały moje obawy. Nie pamiętam już, czego się obawiałem. Wiem tylko, że zwierzyłem się ze swoich obaw i stwierdziłem, że strach wypowiedziany traci swoją moc. Wstąpiła we mnie taka odwaga i ufność, że mogłem śmiało wrócić do szkoły następnego dnia. Gdyby mój ojciec nazwał mój strach zwykłą dziecinadą albo nie zechciał mnie wysłuchać, mój lęk powiększyłby się. (…) Gdybym mógł zacząć od nowa, starałbym się słuchać trzecim uchem. Próbowałbym usłyszeć, jakie uczucia kryją się za pytaniami dziecka. Gdyby zapytało: Tatusiu, czy znów musisz wyjść dziś wieczorem? - usłyszałbym prośbę: Chcę być z tobą, tato. Zwracałbym szczególną uwagę na te momenty, kiedy dziecko wdrapywałoby się na moje kolana, aby opowiedzieć mi o wydarzeniach dnia. Te chwile bliskości i uważnego słuchania tak szybko przemijają.(…) Wierzę teraz, że ojciec, który stara się wysłuchiwać swoje dziecko od najwcześniejszych lat, w przyszłości sam będzie przez nie wysłuchany. Wierzę, że istnieje żywy związek między słuchaniem dziecka, gdy jest jeszcze małe, a bliskością kontaktu z nim wtedy, gdy jest nastolatkiem. Żywię przekonanie, że rodzice, którym zależy na zrozumieniu tego, co dziecko ma do powiedzenia i co czuje w dzieciństwie, będą je rozumieć i potem”.
         John Drescher: „Gdybym jeszcze raz wychowywał swoje dzieci”, Warszawa 1994 
 
"Perełka" bł. Edmunda Bojanowskiego
 
      Bł. Edmund był mądrym wychowawcą towarzyszącym wielu osobom w drodze do świętości, w stawaniu się pięknymi, dojrzałymi ludźmi. Co sprawiało, że był tak bliski dzieciom, które wdrapywały się na jego kolana i grały z nim w zielone; co sprawiało,  że siostry przychodziły do niego z dziecięcym zaufaniem, powierzając najgłębsze sekrety serc? Odpowiedzi na to pytanie możemy poszukać w wypowiedzi jednego z przyjaciół Bojanowskiego – Antoniego Bronikowskiego: Ty cichy i spokojny, w zgodzie ze sobą, mocny i silny Tym, któremu niezłomnie i po męsku poświęciłeś życie i służby, idziesz do swojego celu, u którego najśliczniejszy wieniec, a niewiędnący nigdy Cię czeka!  
       Bł. Edmund często na modlitwie wylewał swoje serce przed Bogiem, z prostotą dziecka pokazywał Bogu swoje wnętrze. Kiedyś w Dzienniku zapisał: Modliłem się gorąco, ale nie słowami, nie myślą tylko wyprężonym uczuciem całego serca. 
To umiejętność bycia otwartą niziną przed Bogiem, wobec innych ludzi 
i samego siebie uczyniła go mądrym towarzyszem, przy którym inni mogli wzrastać ku pełni człowieczeństwa.
 
 
      Niewątpliwie był to więc bliski kontakt z Bogiem w głębi własnej duszy, skierowanie się ku własnemu wnętrzu, ale także zgoda ze sobą, bliski kontakt ze sobą samym, świadomość tego, co dzieje się w jego sercu. On nie bał się własnych uczuć, nie bał się silnych więzi z drugim człowiekiem. Przykładem tego może być jego głęboka więź z małą sierotką Józinką. Pięć miesięcy po jej śmierci Edmund napisał: Ks. Bielawski przyniósł mi od ks. Preibisza szkic pośmiertny mojej nieodżałowanej Józinki, niewykończony, nawet nietrafiony – a przecież mniej osamotnionym się czuję, gdy widzę ten martwy papierek na stoliku. Jakież to silne moje przywiązanie do tej ukochanej dzieciny!  Oto zaledwie te słów kilka o niej napisałem, a już łza mi spadła na kartę Dziennika! Pięć długich miesięcy jak umarła, a oczy z łez jeszcze nie osychają! 
 
Jeśli ta odpowiedź, pobudzi Cię do refleksji lub wzbudzi nowe pytania,
to możesz podzielić się nimi z siostrami służebniczkami:
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Udostępnij

Ostatnio dodane

Msze Św. i nabożeństwa

Msze Święte

Poniedziałek:8:0018:30
Wtorek:8:0018:30
Środa:8:0018:30
Czwartek:8:0018:30
Piątek:8:0018:30
Sobota:8:0018:30
Niedziela:8:00 9:30 11:00 12:30 15:00 18:30

Niedzielne specjalne Msze Św.
godz. 11:00 z udziałem dzieci
godz. 18:30 akademicka

więcej


Nabożeństwa po Mszach Świętych

Poniedziałek:
Wtorek:8:0018:00
Środa:
Czwartek:
Piątek:8:0018:30
Sobota:8:00
Niedziela:

Adoracja Najświętszego Sakramentu
Pon-Sob 8:30 - 18:30

więcej


Spowiedź Święta

w dni powszednie 30 minut przed każdą Mszą Świętą

więcej


Telewizja LUMEN

telewizja-lumen